- STRONA GŁÓWNA
- KSIĘGARNIA
- ZAPOWIEDZI
- GOWARZEWSKI
- MY O SOBIE
- NASZE PUBLIKACJE
- AUTORZY
- RANKING
- KONTAKT
- INNI O NAS - RECENZJE
- NFT
Kołtoń w albumie
Każda publikacja traktująca życzliwie o narodowej reprezentacji Polski zasługuje na dobre słowo. Każda, nie tylko te, które nie ukazują się w serii encyklopedia piłkarska, bo to dla niektórych nie najlepszy adres.
Album „Bój o EURO 2016” Romana KOŁTONIA z fotkami Łukasz GROCHALI jest pozycją niezwykle efektowną, wydaną sporym nakładem środków przez renomowane wydawnictwo ZYSK i S-KA po to, aby przy okazji sukcesu biało-czerwonych dało się zarobić. Akredytywa w postaci reklamy Polsatu oraz firmy, o której nie chcę pisać, gwarantuje wysoką wygraną. Bez względu na ocenę rangi sukcesu czy przyszłe rezultaty finałowych „bojów”. Nigdy nie wolno odbierać zasług autorom i wydawcy, gdyż biało-czerwoni to wspólne dobro narodowe. Zawsze!

Kołtoń zrobił to, co w każdym kraju europejskim praktykuje się od lat. W odpowiedniej porze, nie bacząc na drobiazgi, dał zapis zdarzeń w formie popularnej opowieści dla kibiców, nie tylko tych, co to semper fidelis, ale i przypadkowych, bo coś się rodakom udało. Czy dzięki temu będą zachodzili na trybuny na każdy mecz ulubionych drużyn, a nie tylko po to, aby pić szampana? - nie wiem. Współpracownicy naszej redakcji zaklinają się, że autor zwierzył się, iż zabrał się za realizację projektu– jak to się teraz zwykło nazywać - po wygranej z Irlandią i w kilka tygodni, wraz z drukiem, dzieło było gotowe. Znaczy to, że Kołtoń jest szybki, a przy okazji daje do zrozumienia, że my ze swoją serią „biało-czerwoni” trwającą od 1991 (sic!), która za kilka tygodni ma pojawić się w księgarniach, jesteśmy gamonie! Pracujemy latami, gromadzimy materiały, staramy się w gronie uznanych autorów zachować wartość serii, no i nie mamy własnej telewizji. Wiem, tak się nie robi, ale skoro nie potrafimy inaczej... No i nie mamy tego, czego trzeba, czyli przychylności ekspertów i zarządców, a to ważniejsze niż cała reszta. Nie zmienia to faktu, że Kołtoń wie, co robi, robi to w ustalonym stylu, tak jak trzeba, więc jawi się jako majster świadomy. Każdy jednak ma prawo do oceny, niekoniecznie publicznej, skoro nie chce się narażać demonom.
Zbyt skromnie w jego książce podkreślona jest rola współtwórcy sukcesu Zbigniewa Bońka. Obejmując urząd prezesa PZPN zapewniał, że „to zespół wygrywa, a nie prezes”, bo „kto pamięta nazwiska prezesów”, nawet z lat wielkich sukcesów ekip Górskiego i Piechniczka, o reszcie selekcjonerów nie wspominając? Autor nie powinien się bać opinii, że bez Bońka nie tylko nasz futbol, ale i cała reszta nie miałaby sensu. Należało to podkreślić dla przyszłych pokoleń zdecydowanie intensywniej, bo przecież ta efektowna praca nie do końca oddaje urok czasów jej tworzenia.
Gratulując Romanowi Kołtoniowi - i autorowi fot także - chciałbym, aby tym niewątpliwym mankamentem nie uraził Prezesa - pierwszego, którego przyjdzie zapamiętać milionom fanów polskiej piłki!
Szczerze zachęcam do lektury albumu tych, którzy nie poznali stylu Romana Kołtonia, a są czytelnikami „naszych” biało-czerwonych, podobnie jak fanów tego komentatora zachęcam do lektury publikacji GiA. To ważne, aby znać różne poglądy w najważniejszej sprawie polskiego futbolu o nazwie DRUŻYNA NARODOWA.
Andrzej Gowarzewski

















































































































































